Jak Polska została przyjęta do Unii Europejskiej w 2004 r.?
Janusz Gołaski
Jak wynika z mojego artykułu w poprzednim numerze „Wiadomości Ziemiańskich”[1], na sposób wejścia Polski do Unii Europejskiej miały wpływ dwa czynniki: dążenie Niemiec do przesunięcia granic Unii na wschód i sprzeciw lewicowego rządu premiera Leszka Millera (2001 – 2004) wobec reprywatyzacji w Polsce w przypadku włączenia Polski do Unii.
Przed Günterem Verheugenem, Komisarzem do spraw Rozszerzenia Unii, stanęło trudne zadanie, jak te dwa sprzeczne dążenia ze sobą pogodzić. Na sposób rozwiązania wskazywała przynależność obydwóch decydentów do tej samej formacji ideowo- politycznej, a mianowicie do wyrosłej z komunizmu socjaldemokracji.
Wobec ogłoszonego przez Radę Europejską zakończenia kwalifikowania kandydatów do Unii Europejskiej w końcu 2002 r. L. Miller od początku objęcia funkcji premiera jesienią 2001 r. prowadził agitację za przyjęciem Polski do Unii bez reprywatyzacji, co było sprzeczne z kryteriami przyjętymi przez Radę Europejską w Kopenhadze w 1993 r. [ 2 ]. Aby wyjść z tego impasu G. Verheugen nakłonił L. Millera do oświadczenia, że 2002 r. przyjmuje wszystkie warunki Rady Europejskiej z 1993 r. dotyczące przyjęcia do Unii Europejskiej.
Na skutek tego w protokole z posiedzenia Rady Europejskiej w Kopenhadze w dniach 12 i 13 grudnia 2002 r. Polska znalazła się między 9-ma pozostałymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej oczekiwanymi w Unii. Jednocześnie Rada Europejska zobowiązała Komisję Europejską do spraw Rozszerzenia Unii do monitorowania gotowości kandydujących krajów i złożenia odpowiednich raportów końcowych, przed podpisaniem aktów akcesji do Unii w 2003 r.
O przebiegu negocjacji akcesyjnych rządu L. Millera z Radą Unii Europejskiej nie docierały do opinii publicznej żadne informacje. Na temat rządowej strategii negocjacyjnej minister Włodzimierz Cimoszewicz powiedział „nie czas na ujawnianie treści rozmów, bo nie służyłoby to interesom naszego kraju” [3], a na użytek opinii publicznej rozpuszczano wiadomości, że Unia reprywatyzacją w Polsce nie jest zainteresowana.
Z ujawionego w 2003 r. przez G. Verheugena końcowego raportu dotyczącego przystąpienia Polski do Unii Europejskiej wynikało, że rząd Polski Leszka Millera (2001 – 2004 r.) nie podjął z Unią Europejską negocjacji na temat dostosowania prawa krajowego do unijnego. Wobec tego Polska nie może ubiegać się o przyjęcie do Unii jednocześnie z 9-ma krajami Europy Środkowo-Wschodniej Unii, które negocjacje ukończyły. Nie ma też podstaw do zwrotu własności skonfiskowanej za czasów rządów komunistycznych. Rząd Polski powinien wznowić starania dopiero po spełnieniu wymagań określonych przez Radę Europejską w 1993 r. w Kopenhadze, to jest do rozpoczęcia i ukończenia negocjacji z Radą Europejską na temat uzgodnienia prawa krajowego z prawem unijnym w sprawie przywrócenia prawa do własności. Jednakże w ciągu minionych 15 lat, to jest do poowy października 2015 r., żaden rząd w Polsce z tej rady nie skorzystał i negocjacji nie rozpoczął.
Aby uniknąć zwłoki w rozszerzeniu Unii, Komisja do spraw Rozszerzenia Unii Europejskiej postanowiła przyjąć Polskę do Unii Europejskiej bez reprywatyzacji, a więc niezgodnie z warunkiem Rady Unii Europejskiej z 1993 r. dotyczącym przywrócenia praw do własności. G. Verheugen usiłował mnie przekonać, że powinniśmy przyjąć tę decyzję z zadowoleniem, bo jest korzystna dla Polski umożliwiając wcześniejsze przyjęcie do Unii Europejskiej i czerpanie stąd korzyści z dotacji unijnych.
W ten sposób, w wyniku współdziałania lewicowego rządu w Polsce i socjaldemokracji niemieckiej nie doszło do przywrócenia właścicielom skonfiskowanej własności ziemi w Polsce, która to własność stanowi część naszej polskiej tożsamości. Natomiast zostały osiągnięte cele polskich socjaldemokratów i ich sojuszników w Niemczech. Okazało się, że historia po 75 latach zatoczyła koło. W 1944 r. nastąpiło bowiem zbrodnicze pogwałcenie własności w Polsce pod pozorem reformy rolnej w wyniku sojuszu polskich komunistów z komunistami ZSRR pod dyktaturą Stalina.
Wiosną 2003 r. rozpoczęły się przygotowania do podpisywania aktów przystąpienia do Unii Europejskiej przez poszczególne państwa. Z Polski zostali zaproszeni premier Leszek Miller, minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz i prezydent Aleksander Kwaśniewski do podpisania traktatu akcesyjnego, stanowiącego podstawę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Nie wiadomo, czy sygnatariusze traktatu byli świadomi, że zgodnie z prawem unijnym złożenie podpisów pod traktatem akcesyjnym w dniu 16 kwietnia 2003 r. oznaczało przyjęcie całego dotychczasowego dorobku prawnego Unii Europejskiej (acquis communautaire), w tym prawa do własności. Wynika stąd, że sprawa przywrócenia własności w Kraju ciąży nadal nad kolejnymi rządami w Polsce jak miecz Damoklesa.
Wprowadzenie przed 15-tu laty Polski do Unii Europejskiej bez reprywatyzacji, wbrew postanowieniu Rady Europejskiej z 1993 r. zachwiało wewnętrzną strukturę Unii. Zostaliśmy bowiem obywatelami Unii z bagażem po komunizmie w postaci skonfiskowanych właścicielom 2,7 milionów ha gruntów rolnych z budynkami i ruchomościami, 1,78 milionów ha lasów, które znalazły się niezasłużenie w ręku Skarbu Państwa, nie licząc strat spowodowanych przez rozkułaczanie wsi, likwidację prywatnego handlu i przemysłu. Oprócz strat materialnych trzeba wymienić straty kulturowe i krzywdy moralne przez 40 lat całkowitego podporządkowanie wszystkich dziedzin życia komunistycznej dyktaturze, propagandę nienawiści, brutalną likwidację opozycji oraz ziemiaństwa, będącego matecznikiem polskiej historii, kultury i patriotyzmu oraz strażnikiem niepodległości. Wobec braku ochrony prawnej jedynym sposobem uniknięcia prześladowań przez wywłaszczonych było ukrywanie swego pochodzenia lub ucieczka z Kraju.
W skutku Unia Europejska przestała być obszarem równych praw swoich obywateli, którzy nie mogą korzystać ze słusznych praw do swojej własności. Stan ten trwa w Polsce już od 75 lat, to jest od ustanowienia dyktatury komunistycznej, od 25 lat po ogłoszeniu kryteriów kopenhaskich przez Radę Unii Europejskiej oraz od 15 lat po przyjęciu Polski do Unii Europejskiej. O zachwianiu poczucia prawa świadczą próby rozwiązywania spraw własności ziemi w Polsce w latach 2008 – 2017 przez sięganie do dekretów narzuconych przez Stalina z lat 1944 -1945.
Przywracanie własności w Polsce ma swój europejski kontekst, przedstawiony przez Marcina Schirmera w artykule „Reprywatyzacja w krajach Europy Środkowo – Wschodniej po 1989 r.”[4]. Według tego artykułu „We wszystkich krajach [oprócz Polski – JG] ustawodawcy byli jednak zgodni co do jednego, akty nacjonalizacyjne wydane przez komunistyczne władze w przeszłości były nielegalne i są nie do utrzymania w demokratycznym kraju (s. 5).”
Według danych z Niemieckiej Republiki Demokratycznej, która miała zbliżoną strukturę własności ziemskiej do struktury w Polsce, reprywatyzację zakończono w latach dziewięćdziesiątych. „Ogółem zarejestrowano 1,2 mln wniosków restytucyjnych dotyczących ponad 2 milionów nieruchomości, których powierzchnia zajmowała ponad połowę byłej NRD. Proces reprywatyzacyjny … gwarantował każdej osobie pozbawionej mienia jego zwrot lub wypłatę odszkodowania bez względu na narodowość, obywatelstwo, czy miejsce zamieszkania. Obejmował zarówno nieruchomości jak i ruchomości, dzieła sztuki, papiery wartościowe i prawa do dóbr niematerialnych” (s. 7).
Powstaje pytanie, dlaczego Leszek Miller i jego niemieccy przyjaciele nie skorzystali z tych wzorów w przypadku reprywatyzacji w Polsce? Czy w porównaniu z ziemianami niemieckimi ziemianie polscy na to nie zasługiwali? Co na ten temat sądzą obecni posłowie do Parlamentu Europejskiego z Polski, między innymi były premier Leszek Miller, a obecnie poseł do Parlamentu Europejskiego?
Janusz Gołaski, 15.10.2019 r.
