Bogusław Głowacki
SZEŚĆ LAT ŻYCIA W PRZEDWOJENNEJ POLSCE WE WSPOMNIENIACH AMERYKAŃSKIEJ ŻONY POLSKIEGO KSIĘCIA
W 1940 Amerykanka Virgilia Peterson-Sapieha wydała w Ameryce książkę „ Amerykańska księżna. Z Nowego Jorku do Siedlisk”. Teraz w 2019 r. pierwszy raz ukazała się dzięki Wydawnictwu KARTA w Polsce.
DWIE WARTOŚCI Książka zaczyna się spotkaniem i wzajemnym zauroczeniem studenta ekonomii Księcia Pawła Sapiehy z amerykańską studentką literatury Virgilią Peterson w Grenoble w 1923 r – a zostawia czytelnika w ich majątku Siedliska k. Rawy Ruskiej połowie września 1939 – bombardowanym przez Niemców. Czyżby jeszcze jedna sentymentalna, nostalgiczna, pełna bezsilnego gniewu książkowa podróż w przeszłość ? Nic z tych rzeczy. Mamy bowiem w ręku coś niepowtarzalnego. Przede wszystkim autorka opisuje/wspomina swoje 6 lat spędzonych w Polsce nie znając komunizmu w Polsce, bo.. zakończyła swoje wspomnienia zanim komunizm się zaczął. Opowieść urywa się we wrześniu 1939, jest wydana za kilka miesięcy w Ameryce i już nigdy nie zmieniana.
My wiemy co było dalej – zbrodnie niemieckie i sowieckie, zagłada cywilizacji arystokratycznej i ziemiańskiej, likwidacja elit wzorotwórczych i demoralizacja szerokich warstw społecznych. I już wyłącznie z perspektywy tej wiedzy możemy snuć swoje wspomnienia. Natomiast opowieść amerykańskiej księżnej jeszcze o tym nie wie – jest wolna od tego piętna. Od tej skazy żalu, gniewu, bezsilności, sentymentalizmu. Jest wolna od samouwielbienia, ale też od samobiczowania. To dręczące pytanie o przyczynę likwidacji ziemiaństwa i arystokracji jeszcze nie „wisi” nad tą pamięcią, nie przenika tych wspomnień. Tak jak to znamy z wielu innych wybitnych skądinąd relacji ( np. Fr.Starowieyskiego, A.Kwileckiego, M.J.Łozińskich ).
Jej opowieść ma swoją własną perspektywę czasową ,także jakąś domniemaną intuicyjnie przyszłość, ale przecież inną niż nastąpiła .
Niechcący, Virgillia Sapieha sprawnie zamyka w słowa i niesie dalej arystokratyczno-ziemiańskie wartości takie jakimi funkcjonowały nim zaczęliśmy je spisywać skażeni doświadczeniem komunizmu. My, którzy pamiętamy ten czas opowiedziany przez rodziców lub niektórzy osobiście – możemy więc wymazać na chwilę z pamięci eksterminację polskich elit, totalitaryzm, powojenne tępienie pozostałości niepodległego państwa i wytworzyć nastrój, emocje, idee takie jakie one były jeszcze do września 1939. Możemy spokojnie sobie poeksperymentować: jak mogłyby potoczyć się losy Polski, losy naszej rodziny, bliskich ? Możemy zanurzyć się w mocy i niemocy 20 – letniej scalonej z zaborów Polski. I to jest ta pierwsza wartość książki.
Jest też druga, oryginalna wartość jej wspomnień, wynikająca paradoksalnie z początkowo, całkowitej nieznajomości Polski. Po prostu, nowojorska literatka, córka lekarza, przybywając pierwszy raz do Polski, w 1933 r siłą rzeczy bardzo mało o niej wie Nie przybywa więc ze swoim mężem do Katowic , a potem do Siedlisk z jakimikolwiek poglądami czy wiedzą o Polsce. Ona się dopiero zaczyna Polski „uczyć”. Aby szybko stać się „poprawną” żoną Sapiehy i funkcjonować w rolach żony, matki, synowej, zarządcy majątku, nie pogubić w polskich konwenansach, obyczajowości. Miała do dyspozycji tylko swoje zdolności obserwacyjne, zdolności dziennikarsko-literackie oraz ogólną postawę pragmatycznego nastawienia na przyszłość, wyniesioną z amerykańskiego wychowania. No i energię jaką dawać mogło uczucie, do „księcia Pana” – właściciela Siedlisk. Ale właśnie to ograniczone wyposażenie poznawcze stało się jej swoistą przewagą w adaptacji do niezwykłych dla niej okoliczności oraz do zbudowania wspomnień- zaczyna pisać prawdopodobnie krótko po przyjeździe do Polski. . Dokonuje więc swoistych „odkryć”, widzi świeżo rzeczy dla innych oczywiste, niegodne uwagi. Albo, odwrotnie, nie ekscytuje się czymś co inni obowiązkowo i głęboko celebrują. Dowiadujemy się zatem nie tylko coraz więcej o ludziach i Polsce, w której przyszło żyć autorce, ale także jak się zmienia ona sama, jak nabywa doświadczeń i umiejętności. Widzimy jak mozolnie, pomysłowo uczy się języka polskiego i w końcu używa go na co dzień. Poznaje arystokratów i chłopów, dyplomatów i służących, urzędników i naganiaczy w polowaniach. Nawiązuje znajomości z kobietami z różnych środowisk, analizuje ich często niewesołą sytuację społeczną. Kontestuje sposób ubierania się Polek – długie suknie ziemianek mocno kontrastują ze spódniczkami i sukienkami kobiet z Warszawy czy Krakowa. Obserwuje zwyczaje niemalże rytualne: gotowanie, jedzenie i picie. Ale także relacjonuje np. poszukiwanie i urządzanie mieszkania przez pośredników, przy czym spotykają ją niezbyt miłe niespodzianki. Sapiehowie bowiem urządzają się na dłużej w Katowicach, potem w Warszawie wynajmują apartament w nowoczesnym wieżowcu Prudential. A na koniec osiadają w majątku Siedlisko. Tu oprócz ogromu spraw domowych spotyka ją czasem nie lada wyzwanie towarzyszenia mężowi w polowaniach – gdy on wpada nagle po długich nieobecnościach do domu. A następnie pałaszowanie dziczyzny, które to przysmaki – oględnie mówiąc – raczej apetytu w niej nie wzbudzają. Do dziś spotykamy jakby groteskę znanych dań z dziczyzny pod szumnymi nazwami: ”kotlet schabowy a’la Sapieha”, gdzie tylko natarcie czosnkiem się z receptą Sapiehy zgadza, albo „Sapieha drobiowa” – które oczywiście mają w sobie zero dzika. Widzimy, że Virgilia nie chce łatwo poddać się polskim obyczajom i konwenansom – tak zakorzenionym historycznie, polskim symbolom i tożsamości. Zwłaszcza roli księży , Kościoła. Mimo skrajnych nieraz emocji, zgrzytów i zawirowań podczas sześcioletniego podglądania życia w Polsce, Virgilia (z czasem także matka dwójki dzieci) zachowuje jednak spokój, inicjatywę, dystans – czasem ironiczny, sarkastyczny. Opisuje, a właściwie rejestruje nasze świętości bezceremonialnie, bez patosu i pietyzmu – ale z pewnym minimum szacunku jak przyrodnik – kolekcjoner. Dzięki temu dostrzegamy w społecznej i politycznej specyfice II. Rzeczpospolitej, którą wydawałoby się „znamy na pamięć” – coś zaskakującego. Oglądamy z nowej strony. Potrafi to wszystko przekazać bez używania takich dzisiejszych słów wytrychów jak : kultura, kulturowy itd. – to efekt stylistyki behawiorystycznej.
JAKIMI OSOBAMI BYLI VIRGILIA I PAWEŁ ? Ile należałoby powiedzieć, aby nie ubiec potencjalnego czytelnika ? W skrócie i abstrakcyjnie można powiedzieć: ich wspólne życie w Polsce – to zderzenie i małżeńska koegzystencja dwóch światów: amerykańskiego indywidualistycznego optymizmu i humanitaryzmu z polskim katolickim modernizmem
Ona Virgilia Peterson, córka nowojorskiego lekarza, początkująca pisarka, nastawiona na karierę, afirmująca równość szans, indywidualny wysiłek jako miernik wartości, przedkładająca humanitaryzm ( jak mówią w rozmowach ze swoim ojcem ) nad etykę religijną ; zatem jednak nie typowa amerykańska postawa w sensie dominującego nastawienia na zysk. Natomiast swój krytycyzm wobec religii i indyferentność opiera głównie na argumentach naukowych, przyrodniczych, a nie np. modnej wtedy w Europie argumentacji społecznej/klasowej. Widać to w rozmowach z Pawłem czy zwłaszcza w spotkaniu z enigmatycznym księdzem intelektualistą (nie przedstawia go po nazwisku , ale przypomina jakby młodego Wojtyłę … ).Jak wiadomo wuj Pawła to biskup Adam Sapieha( późniejszy kardynał) – z nim też Virgilia zetknęła się na Wawelu. A w sprawach osobistych ( po dzisiejszemu „damsko-męskich” ) ? Nie jest oczywiście w żaden sposób feministyczna jak dzisiejsze Amerykanki : nie jest wylewna uczuciowo, co ciekawe niezmiennie pisze „mój mąż”, a nie po imieniu. Prawie zupełnie pomija erotyzm, życie intymne ! Właściwie można by zażartować, że w dwie ciąże zaszła wiatropylnie. Jak na dzisiejsze standardy i wizerunek współczesnych Amerykanek wydaje się to dziwne – a jednak zgodne z jeszcze przedwojennym amerykańskim purytanizmem. Już w czasie wojny zaczynało się to w USA zmieniać. Mimo poczucia humoru, wyczucia komizmu – poprzez swoją opowieść nie prezentuje się Virgilia jako kobieta super radosna, otwarta, spontaniczna. Raczej jako powściągliwa i niekiedy uszczypliwa. Charakterystyczne nawet, że często przywołuje w swoich wspomnieniach pochmurną pogodę, ulewy podczas podróży samochodem, półmrok słabo oświetlonych pomieszczeń, komnat. Jedynie sale balowe, hotelowe ( jak w Lwowskim „Georgu” ), czy niemieckiej ambasady, są rzęsiście oświetlone. A słońce najczęściej wychodzi ponad lasami na polowaniach, przy długim, wielodniowym tropieniu dzików.
On Paweł Sapieha, z rodziny magnackiej wybijającej się w historii I. i II. Rzeczpospolitej dbałością o dobro monarchii i interes publiczny. Z powołania zawodowy wojskowy ( oficer w wojnie 1920 ), z wykształcenia ekonomista po uczelniach w Anglii i Francji. Był dyrektorem niemieckich i francuskich spółek kopalniano – węglowych w Katowicach i Warszawie, dyrektorem Browaru we Lwowie. Zarządzał swoją spółką węglową w Warszawie, prowadził interesy we Wiedniu. Kupował patenty, miał udziały w różnych przedsiębiorstwach jak wyścigi konne, fabryki itd. . Siedlisko k. Rawy Ruskiej i powiązane gospodarstwa to majątek wprawdzie duży, ale nie rozwojowy i nie był głównym biznesem księcia. W biznesie nastawiony liberalnie (zdecydowanie bardziej amerykańsko niż jego żona), a światopoglądowo – konserwatywnie. Wytrawny myśliwy, powściągliwy, opiekuńczy do rodziny, pracowników, chłopów. Nie chciałby np. mieszkać w Ameryce. Jak już za granicą, to w Anglii, bo „ tu zawsze można umówić się na polowanie, strzelanie”. Nie był to więc książę malowany, ani też podobny do hetmanów spoglądających z portretów w Krasiczynie. Właśnie tacy ludzie jak Sapieha mogli przeprowadzić Polskę suchą nogą do modernizacji kapitalistycznej, ocalając jednocześnie sedno jej tożsamości. Po wojnie – wyjdźmy na moment z ram książki – Sapieha brał udział w wojnie koreańskiej, został pułkownikiem, a następnie pracownikiem kontrwywiadu USA .
A MIEJSCE AKCJI ? Małżonkowie mieszkają kolejno : Katowice, Kraków, Wiedeń, Warszawa, Lwów, Siedlisko k. Rawy Ruskiej, który Paweł Sapieha zarządza po śmierci ojca. Prawie, że zdalnie zarządza – ze względu na częste nieobecności spowodowane częstymi wyjazdami, podróżami.
Generalnie bardzo dużo podróżują oboje: mamy okazje nieraz zajrzeć do Nowego Jorku ( także na „Batorym”), Londynu, Wiednia, Paryża, Pragi. A w Siedlisku odwiedzają ich rodzice Virgilii z Ameryki. Bierzemy oczywiście udział w rytuałach kolejnych świąt: Wszystkich św. /Zaduszki , Boże Narodzenie, Wielkanoc. To udało się Amerykance oddać – mimo skrótowej, migawkowej narracji. Uchwyciła polską, wiejską specyfikę, mocno zakonserwowane relacje z chłopami, pracownikami, służbą itd.
A KWESTIE SPOŁECZNE ? Przez kartki w fotograficznym skrócie przemykają zaskakujące świeżością sylwetki : księża, Żydzi, prawnicy, lekarze ( w tym Austriacy, Niemcy ,Żydzi ), dyplomaci ( wielu Niemców ! ), managerowie, chłopi. Także artyści jak np.: Juliusz Osterwa, ( który żeni się z siostrą Sapiehy), Adolf Dymsza, Jan Kiepura czy Ignacy Paderewski. Warto zwrócić uwagę na kilka scenek z Żydami. Jedna dziejąca się w Siedliskach. Virgilia sprzedaje kilkadziesiąt indyków Żydowi, handlarzowi z Rawy. A Żyd ( nie mamy nazwiska ) zaczyna grymasić, próbuje wytworzyć poczucie winy u sprzedawczyni: że indyki kiepskie, że ona zawyża ich wagę, zarzuca oszustwo. …W końcu sprawę z lepszym powodzeniem przejęła kucharka. Inne scenki dziejące się we Wiedniu przed i po wkroczeniu Niemców: strach Żydówek – pielęgniarek czy służących, pobicia na ulicy itp. Ale też np. w szpitalu inny przypadek : lekarz Żyd na skierowaniu do lekarza Niemca skrzętnie zaczyna dopisywać pod swoim nazwiskiem : „Heil Hitler! ”. Także – im bliżej końca opowieści, im większa temperatura lęków przed wojną poprzedzoną aneksją Austrii, Czech – tym częściej pojawiają się związani z Polską niemieccy urzędnicy czy funkcjonariusze NSDAP. Coraz bardziej natarczywe i chamskie kontrole przechodzi nasze małżeństwo przy przekraczaniu granicy niemieckiej. Wyłania się więc pewna całość: rolniczy kraj kontrastów, bardzo biurokratyczny, etatystyczny, z licznymi monopolami, gdzie trudno przebija się mechanizm wolnorynkowy. Ale i kraj rzutkich inwestorów, przedsiębiorców. Kraj edukacyjnie zacofany, ale i z wybitnymi lekarzami, naukowcami, artystami, wynalazcami. Autorka powoli zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z niepowtarzalną, ambitną próbą zintegrowania różnych społeczeństw z trzech zaborów, coraz mniej ocenia i coraz mniej ironizuje. Zaprzestaje prostych porównań z Ameryką, która np. realnie nie ma w ogóle sąsiadów, a Polska głównie wrogie potęgi. Nie przyznaje tego, ale jej opisy nędzy chłopów, zwłaszcza kobiet wiejskich są jakoś podobne do opisów biedoty amerykańskich slumsów miejskich – opisywanych przez jej patrona literackiego Steinbecka ( mistrza techniki behawioralnej ).
Mamy np. taki przejmujący opis porodu chłopki w zaciekającej, zatęchłej izbie, na mokrym klepisku, której autorka – jako „jaśnie Pani” – w ostatniej chwili przychodzi z pomocą i minimalną opieką. A kilkadziesiąt stron wcześniej Virgilia relacjonuje krótko swój własny poród pierwszego dziecka w klinice w Wiedniu ( zresztą też bez rewelacji medycznych, ale za to z wręcz rytualną opieką lekarską i pielęgniarską) taką scenką, cytuję:
„ Mój wiedeński lekarz, pragnąc okazać szacunek, a być może niepewny czy w Polsce nie ma rodziny panującej, a jeśli jest to czy ja do niej nie należę, zachowywał dystans stosowny do członków rodziny królewskiej. Kiedy leżałam na stole operacyjnym, mój zaćmiony umysł oczyścił się na tyle, abym usłyszała jak mówi po niemiecku: – czy Wasza Wysokość uczyni mi ten zaszczyt i zechce przeć ? W paroksyzmie dzikiego śmiechu straciłam przytomność”
Między Virgilią i Pawłem wywiązuje się czasem dyskusja jak walczyć z masową, dziedziczącą się nędzą, chorobami. Wdają się w porównania z innymi krajami, przerzucają się różnymi receptami. Wyszło kiedyś w takiej rozmowie na to, że chłop polski np. ma jednak lepiej niż długotrwale bezrobotny amerykański, który ląduje pod gołym niebem na ulicy. A chłop ma przynajmniej chatę i kawałek ziemi – a na Boże Narodzenie całe wsie otrzymują „z dworu” sowite deputaty, odzież, zboże, żywność itp.
I LITERACKIE ZALETY Dla dobrego reżysera książka mogłaby stanowić przełom w spojrzeniu na Polskę przedwojenną, która w filmach fabularnych jest nadal banalnie stereotypowa, wg powojennych schematów jednak. Dzięki zrządzeniu losu mamy oryginalny 300 – stronicowy beletryzowany dokument o Polsce ziemiańsko-arystokratycznej i szerzej o II. RP, kalejdoskop oszczędnych, migawkowych opisów i dialogów. Dialogów pojawiających się nagle i znikających w bystrym nurcie opisów. To właśnie styl behawiorystyczny – bez wstępów i celebracji, bez spekulacji co do motywów, wartości. Uchwytywanie raczej funkcji, użyteczności i korzystności zachowań i przedmiotów niż ich głębokiego i dalekosiężnego sensu. Częste inwersje czasowe – zdarzenia wyprzedające główną narrację wciągają w lekturę. Dzięki tej stylistycznej specyfice opowieść amerykańskiej księżnej staje się dziś – w dobie tweetowania ! – tym bardzo komunikatywna .
Co ciekawe, autorka ani razu nie użyła modnego dziś pojęcia-wytrycha: „kulturowy”, a za nim kulturowe różnice, proces kulturowy, kultura itp. Aż dziw, ale ciepła ironia, sarkazm, hiperbola, nierzadko czarny humor i uszczypliwość – wystarczają jej aby uatrakcyjnić/ubarwić literacko ten szerszy całościowy obraz życia w II. RP. Popełnia nieliczne wpadki co do faktów, ale to już każdy odkryje sam.
Być może, na moje wyczucie, są pewne braki w tłumaczeniu z angielskiego.
Szanowni Państwo,
Mocno polecam tę ciekawą, inspirującą, na pewno NIE – dłużącą się ! lekturę.
Bogusław Głowacki – Poznań

