Drogi i przeszkody przywracania ziemiaństwu praw człowieka w Polsce po 1989 r.

Janusz Gołaski

W Polsce naruszenie podstawowych praw człowieka nastąpiło w dwu przypadkach:
– na początku II Wojny Światowej w wyniku okupacji Kraju przez hitlerowskie Niemcy i komunistyczny Związek Socjalistycznych Republik Rad (ZSRR),
– pod koniec II Wojny Światowej i po jej zakończeniu na skutek pozostawienia Polski przez zwycięskie mocarstwa w radzieckiej strefie wpływów pod dyktaturą Stalina i komunistycznej partii.

W pierwszym przypadku oznaczało to pozbawienie Polaków wszelkich praw, niewolniczą pracę, morderstwa, obozy śmierci i deportacje z obszarów włączonych do ZSRR i Niemiec. W drugim przypadku oznaczało to narzucenie Polsce przez Stalina rządu wdrażającego od roku 1944 komunistyczny ustrój, w którym nie mogło być prywatnej własności ziemi, ponieważ była narzędziem wyzysku. Nie było też miejsca dla ziemiaństwa, największego posiadacza ziemi, jako pozostałości z okresu feudalizmu, symbolu zacofania i wyzysku. Według Stalina zmiany ustroju w Polsce należało przeprowadzić poprzez rewolucję, ponieważ według Stalina walka klasowa u schyłku każdej epoki wymaga zaostrzenia.

W pierwszej kolejności Stalin, pod oszukańczym hasłem reformy rolnej, nakazał zniszczenie ziemiaństwa, społeczności od dawna związanej z własnością ziemi, pełniącej w historii Polski rolę kulturo- i państwowotwórczą, świadomą swojej tożsamości, stojącej na straży niepodległości pozbawiając w jednym momencie w atmosferze terroru wszystkich praw człowieka, łącznie z własnością ziemi, która była środkiem utrzymania rodziny. Do warstwy ziemiańskiej zaliczono posiadaczy ziemi o powierzchni powyżej 50 ha i odpowiednio – 100 ha w zachodniej części Kraju, niszczono także mniejsze prywatne gospodarstwa, m. in. przez nakładanie dodatkowych ciężarów. Potem nastąpiła kolejna likwidacja pozostałych, niezależnych środowisk.

Wkrótce po ogłoszeniu dekretu o reformie rolnej 6.IX.1944 r. doszło do bezpośredniej interwencji Stalina w sposób jej przeprowadzenia. Według „Pamiętników” Władysława Gomułki (t. II, s. 307 – 309) Stalin używając wulgarnego języka i gróźb zarzucił Bolesławowi Bierutowi liberalne postępowanie wobec obszarników nakazując: „po ogłoszeniu dekretu … bezzwłocznie rozgromić obszarników, część z nich wsadzać do więzień, a pozostałych przesiedlać z ich miejsc zamieszkania. Wy zaś … pozostawiliście ich w dworach i pałacach.” Według Stalina chodziło tu o „usunięcie z widowni całej klasy, złamanie obszarników… wtedy to już nie jest reforma a rewolucja agrarna, a tego rodzaju rewolucji nie przeprowadza się w majestacie prawa. Rewolucje takie muszą być przeprowadzane metodami rewolucyjnymi.”

Nikt z rządu ani z Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej (PPR) nie miał odwagi przeciwstawić się dyktatorowi. Wszyscy bowiem pamiętali, co stało się z kierownictwem Komunistycznej Partii Polski i jej członkami w okresie wielkiej czystki w ZSRR w latach 1936 – 1938.

Ze stanowiska Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych odwołano zatem Andrzeja Witosa, geometrami zajęła się służba bezpieczeństwa, a na wieś wyruszyły oddziały milicji, wojska i bojówki partyjne wspierane przez Armię Czerwoną i NKWD w celu pozbawienia ziemian mienia, a nieraz wolności i życia, wygnania wraz z rodzinami na odległość 30 km od miejsca zamieszkania z zakazem zbliżania się do majątku. Reforma polegała na prowizorycznym podziale gruntów między robotników folwarcznych, ponieważ w najbliższej przyszłości planowano utrzymywaną w tajemnicy kolektywizację.

Po tej brutalnej likwidacji, wygnańców i ich rodziny czekała półwieczna dyskryminacja we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Jednocześnie niszczono wizerunek ziemiaństwa w społeczeństwie przez nienawistną i oszczerczą propagandę. Jakby tego było mało, Stalin przy każdym spotkaniu z W. Gomułką zarzucał zbyt liberalne potraktowanie ziemiaństwa.

Prześladowania zmuszały ziemian do ukrywania swego pochodzenia nawet przed własnymi dziećmi, bądź do ucieczki z Kraju. Ci, którym się to nie udało, byli traktowani jako wrogowie klasy pracującej, śledzeni, nękani rewizjami, aresztem, stawiani przed sądami pod zarzutem sabotażu oraz pozbawiani możliwości pracy i nauki. Przebieg i skutki tej polityki nie były dotychczas przedmiotem kompleksowych badań i nie trafiły do świadomości społecznej. Dalszy ciąg tekstu jest krótkim opisem zmagań i błędów przy próbach przywrócenie podstawowych praw człowieka, w Kraju i na drodze do Unii Europejskiej.

Sprawa przywrócenia podstawowych praw człowieka w Polsce stała się aktualna po zwycięskich strajkach robotniczych, powstaniu Solidarności i Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego przy przywódcy Solidarności Lechu Wałęsie oraz po rozmowach z władzami komunistycznymi przy „Okrągłym Stole”. W polityce międzynarodowej sprzyjały temu procesowi demokratyzacja w ZSRR, zapoczątkowana przez Michaiła Gorbaczowa i rozpad ZSRR w 1990 r.

Jednakże, mimo zwycięstwa robotniczej Solidarności w Kraju i korzystnych zmian w sytuacji międzynarodowej, ziemiaństwo sterroryzowane i zrujnowane materialnie, pozbawione godności przez wrogą propagandę , rozproszone i żyjące w ukryciu nie spieszyło się z ujawnianiem w obawie przed szykanami i agresją. Okoliczności te opóźniły powrót ziemiaństwa do życia w społeczeństwie i starania o odzyskanie należnych praw.

Normalizację w Kraju miały przynieść obrady „Okrągłego Stołu” z udziałem działaczy Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego (OKP) oraz przedstawicieli komunistycznych władz. W szczególności miały na celu określenia przejście Polski od dyktatury do ustroju demokratycznego. Niestety, nie doszło do rehabilitacji ziemiaństwa. Obrady zakończyły się bez jego udziału w kwietniu 1989 r. na podziale władzy, przyjęciu zasady wolnych wyborów do parlamentu oraz pierwszych częściowych wyborów w czerwcu 1989. Natomiast zabrakło głębszej refleksji etycznej nad polityką minionego okresu, potępieniem i naprawą zła oraz wniosków na najbliższą przyszłość.

Zapowiedzią zmian miały być nowe nazwy ugrupowań politycznych tworzących dotychczasowy komunistyczny, a obecnie nowy rząd. Działacze Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR), sprawującej dotychczas dyktatorską władzę, przyjęli nazwę Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD). Spośród ówczesnych sojuszników PZPR Zjednoczone Stronnictwo Ludowe (ZSL) przybrało – z dodatkiem ”Odrodzenie” – nazwę „Polskie Stronnictwo Ludowe”, którą nosiło mające poparcie w latach 1945 – 1947 r. stronnictwo Stanisława Mikołajczyka.

Tymczasem ZSL nie miało z PSL nic wspólnego. Jako Stronnictwo Ludowe z dodatkiem „Lubelskie” działało od 1944 r. pod kierownictwem PPR. Jej przedstawiciele wchodzili w skład Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego i komunistycznego rządu w Lublinie. Podczas kampanii referendalnej w 1946 r. i wyborczej w 1947 r. rząd ten powołał Państwową Komisję Bezpieczeństwa, której działania, znaczone gwałtami, aresztowaniami i skrytobójstwami doprowadziły do brutalnego zniszczenia struktury Polskiego Stronnictwa Ludowego i ucieczki Stanisława Mikołajczyka z Kraju. Zjednoczone Stronnictwo Ludowe (ZSL) utworzono w 1949 r. na podstawie Stronnictwa Ludowego (Lubelskiego) i resztek PSL S. Mikołajczyka.

Nowe nazwy miały na celu zmiany wizerunku tych partii w oczach opinii publicznej, lecz dopiero przyszłość miała pokazać zmianę dotychczasowego sposobu myślenia i stylu działania. Natomiast dopuszczenie do rejestracji dwóch, a potem trzech partii mających w nazwie PSL spowodowało zamieszanie w odróżnianiu ugrupowań demokratycznych od postkomunistycznego, wywodzącego z SL Lubelskiego i zostało wykorzystane do politycznych manipulacji.

W częściowych wyborach parlamentarnych w czerwcu 1989 r. sukces odniósł Obywatelski Klub Parlamentarny (OKP) przy przywódcy Solidarności Lechu Wałęsie. OKP zrzeszał wszystkich przeciwników ówczesnych rządów, w tym byłych komunistów, którzy dostrzegli niemożność uprawiania dotychczasowej polityki i brak gotowości ZSRR do udzielenia bratniej pomocy.

Zgodnie z układem przy „Okrągłym Stole” prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej został Wojciech Jaruzelski, co było ustępstwem na rzecz byłego reżimu. Zdecydowane zwycięstwo OKP przy Przewodniczącym Solidarności Lechu Wałęsie w wyborach do sejmu 4 czerwca 1989 r. stworzyło nadzieję na utworzenia rządu solidarnościowego, opartego o OKP.Tymczasem Lech Wałęsa, po wcześniejszym porozumieniu z ZSL, powołując się na konieczność udziału w rządach Krajem „lewej i prawej nogi”, wydał 7 sierpnia 1989 r. oświadczenie z ryzykowną propozycją utworzenia koalicyjnego rządu przez OKP w sojuszu z ZSL i SD, zachowując dla siebie miejsce „pomiędzy” [Antoni Dudek, s. 59].

Koalicję zawarto już 17 sierpnia uzyskując poparcie prezesa ZSL Romana Malinowskiego dla Tadeusza Mazowieckiego jako premiera, a także poparcie prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego, w postaci desygnacji T. Mazowieckiego na to stanowisko. Manewr L. Wałęsy zapewnił wpływ byłych polityków komunistycznych na rządzenie Krajem po „Okrągłym Stole”. Zagroziło to odbudowie demokracji parlamentarnej i struktury własności w Kraju, zniszczonych w czasie komunistycznej dyktatury.

Politykę premiera T. Mazowieckiego cechowała ostrożność wobec zmian zastanych stosunków. Z jednej strony usunął z programowego przemówienia w sejmie zdanie, które świadczyłoby o zamiarze zmiany ustroju rolnego [A. Dudek, s. 61]. Z drugiej strony nie zgodził się na powierzenie ministerstwa Rolnictwa Kazimierzowi Olesiakowi z ZSL, który pełnił tę funkcję w poprzednim komunistycznym rządzie Mieczysława Rakowskiego. Natomiast wskazał na profesora Akademii Rolniczej w Poznaniu, Czesława Janickiego członka OKP i Klubu Chrześcijańsko-Ludowego,

W parlamencie przeważał Obywatelski Klub Parlamentarny wywodzący się z Solidarności, lecz coraz bardziej zróżnicowany pod względem politycznym i ideowym. Tworzące się na jego podstawie partie nie miały większego zaplecza politycznego i nie potrafiły ze sobą współdziałać dbając przede wszystkim o własną tożsamość. Była to jedna z przyczyn politycznej słabości ruchu Solidarności w porównaniu z partiami postkomunistycznymi mającymi doświadczenie 40-letniej współpracy w rządzie w ramach sojuszu robotniczo-chłopskiego pod przewodem PZPR. Siła partii postkomunistycznych polegała także na rozbudowanym w terenie aparacie politycznym na każdym szczeblu podziału administracyjnego Kraju: w administracji, mediach, organach siłowych, gospodarce, sądownictwie i edukacji. Była to realna siła wykorzystywana także po upadku ustroju komunistycznego.

Pierwsi premierzy nie mając doświadczenia korzystali z pomocy doradców. Ważną rolę w kształtowaniu poglądów premiera T. Mazowieckiego na wieś i rolnictwo odegrał dr Roman Malinowski, prezes ZSL w latach 1981 – 1989 i wicepremier rządu w sojuszu z odgrywającą rolę kierowniczą PZPR. W tym czasie był on odpowiedzialny za politykę rządu wobec wsi i rolnictwa. Według Konstytucji PRL z 1952 r. polegała ona „na ograniczaniu, wypieraniu i likwidowaniu klas społecznych, żyjących z wyzysku robotników i chłopów”[Konstytucja Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej 1952 r. Rozdz. 1., Art. 3., 4). ]

Roman Malinowski studiował w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR, gdzie w r. 1972 uzyskał tytuł doktora ekonomii. W 1989 r. opuścił ZSL i wstąpił do Polskiego Stronnictwa Ludowego Odrodzenie, powstałego z ZSL, gdzie został przewodniczącym zespołu doradców naukowych Rady Naczelnej tego stronnictwa. W tym charakterze doradzał również premierowi T. Mazowieckiemu (1989-1990). Wspominając z perspektywy minionego czasu swoje premierostwo T. Mazowiecki wyrażał się z wdzięcznością o roli R. Malinowskiego i doradców, zwłaszcza w mniej Mu znanych sprawach wsi i rolnictwa. Dzisiaj możemy powiedzieć, że położone przez niego fundamenty polityki w zakresie własności ziemi na wsi okazały niezwykłą trwałość.

Jesienią 1989 r., przyjmując w poznańskim KIK-u Premiera T. Mazowieckiego jako działacza Klubów Inteligencji Katolickiej, zapytałem Go „dlaczego nie oddajecie polskim obywatelom ziemi zabranej podczas okupacji?” i otrzymałem odpowiedź: „bo byśmy musieli oddać również Niemcom.” Po kilku latach, przy sposobności przygotowywania wystawy poświęconej dekretowi o reformie rolnej 1944, stanowisko to potwierdził prof. Czesław Janicki, wicepremier i minister rolnictwa w rządzie T. Mazowieckiego oświadczając: „przecież my w rządzie Tadeusza Mazowieckiego przygotowywaliśmy projekt ustawy o zwrocie majątków ziemskich skonfiskowanych Polakom w czasie okupacji, lecz nasi doradcy byli temu przeciwni.”

Realizacja projektu prof. Czesława Janickiego miałaby pełne poparcie społeczne w Wielkopolsce i, jak sądzę, na obszarze całego byłego zaboru pruskiego. Poziom życia robotnika w zmechanizowanym i uprzemysłowionym oraz niezadłużonym majątku ziemskim był znaczne wyższy od rolnika na gołych kilku hektarach. Dlatego do powiatowych biur pełnomocników do spraw reformy rolnej masowo zwracano dokumenty dotyczące nadanych przez nowe władze gruntów. Na praworządnej wsi wielkopolskiej powszechna bowiem była opinia, „jeśli nie można zwrócić majątku właścicielowi, to niech pozostanie państwowy”.

Dla PSL Odrodzenie, powstałego z komunistycznego ZSL, osoba Cz. Janickiego na stanowisku ministra rolnictwa i leśnictwa nie była pożądana, ponieważ Jego pomysły prowadziły do przywrócenia stanu posiadania na wsi. W celu usunięcia Ministra z rządu wykorzystano strajki rolników spowodowane pogorszeniem opłacalności rolnictwa. W czerwcu 1990 r. grupa protestujących rolników zajęła budynek Ministerstwa Rolnictwa. Podobno powiadomiony o tym Premier polecił ministrowi Cz. Janickiemu wezwanie policji w celu usunięcia protestujących (znając Tadeusza Mazowieckiego ta jego osobista decyzja wydaje mi się nieprawdopodobna. JG). Gdy Minister Cz. Janicki odmówił, został odwołany z zajmowanego stanowiska. Prowokacja osiągnęła swój cel.

Na tym jednak nie koniec kontrofensywy sił związanych z minionym ustrojem. Powstałe z ZSLu PSL Odrodzenie, chcąc uwiarygodnić swoją zmianę orientacji, zalegalizować nazwę PSL i pozbyć się konkurenta w postaci drugiego PSLu, zaproponował Romanowi Bartoszcze, członkowi OKP i prezesowi PSL o tradycjach mikołajczykowskich, zjednoczenie pod wspólną nazwą PSL. W ofercie dla R. Bartoszcza w kierownictwie zjednoczonego PSL zarezerwowano stanowisko prezesa Naczelnego Komitetu Wykonawczego i miejsca dla dwóch jego zastępców.

Kongres Zjednoczeniowy odbył się w maju 1990 r. Jednakże już w kwietniu 1991 na skutek nawiązanej przez R. Bartoszcze współpracy ze Związkiem Rolników Indywidualnych Solidarność, został on nieformalnie odwołany ze stanowiska prezesa i usunięty z gabinetu przy użyciu przemocy, co świadczyło o braku szacunku dla prawa i skłonność do siłowych sposobów rozwiązywania problemów politycznych przez działaczy byłego ZSL. W czerwcu 1991 r. na stanowisko prezesa „zjednoczonego PSL” wybrano Waldemara Pawlaka, członka ZSL od 1985 r. Oznaczało to przejście tego stronnictwa na lewo, razem z nazwą niegdyś popularnego w społeczeństwie PSL i odtworzenie w nowym sejmie sojuszu PZPR –ZSL z czasów dyktatury komunistycznej, stojącego wówczas „na straży zdobyczy polskiego ludu pracującego miast i wsi” [Konstytucja Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej 1952 r., Rozdz. 1, Art. 3., 1)].

Za czasów premiera Tadeusza Mazowieckiego doszło do powołania organizacji, która reprezentowała ziemiaństwo wobec władz i społeczeństwa. Inicjator powołania towarzystwa byłych ziemian Stanisław Załuski miał początkowo trudności w znalezieniu czasopisma, które zamieściłoby Jego apel o potrzebie utworzenia Towarzystwa byłych Ziemian i Ich Potomków (ukazał się w piśmie Ład, nr 46, z 12 listopada 1989 r.). Zebranie informacyjne odbyło się w Warszawie 10 lutego 1990 r., na którym podano ogólne zasady działania Towarzystwa, m. in. nie wnoszenia roszczeń do rolników, którzy korzystają z działek otrzymanych z parcelacji po wygnaniu ziemian [Załuski S. , s. 22]. Deklaracja ta, niestety, nie doczekała się z drugiej strony rewanżu. W czerwcu 1990 r. nastąpiło zatwierdzenie statutu Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego (PTZ) jako organizacji rewindykacyjnej, a nie tylko przechowującej pamięć o ziemiaństwie. Zjazd założycielski i wybór Zygmunta Rakowieckiego na prezesa Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego (ZG PTZ) odbył się 15 września tegoż roku [S. Załuski, s. 36-38].

Wybór reprezentacji Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego otworzył przed Zarządem Głównym PTZ drogę do starań w parlamencie i rządzie o miejsce dla ziemiaństwa w jego własnej Ojczyźnie. Według Stanisława Załuskiego [s. 41 – 43] pierwsze kontakty z przedstawicielami nowych władz wykazały ich powściągliwość w podejmowaniu problematyki wygnanego ziemiaństwa, a przedkładane przez ZG PTZ projekty rozwiązania określane były jako trudne. Ponadto premier Tadeusz Mazowiecki uchylił się przed przyjęciem Prezesa ZG PTZ, a przez swego rzecznika prasowego oświadczył, że jego rząd nie zajmuje się reprywatyzacją. Jednym z większych sukcesów Zarządu było powstrzymanie wyprzedaży opuszczonych siedzib ziemiańskich chętnym posiadaczom kapitału.

Kolejny premier Jan K. Bielecki (1991) z Kongresu Liberalno-Demokratycznego (KLD) dopuszczał w przyszłości istnienie sektora własności państwowej i przygotowywał projekt ustawy o zadośćuczynieniu, jednakże do przygotowania odpowiedniej ustawy nie doszło przed zakończeniem kadencji sejmu.

W czasie rządów premiera Jana Olszewskiego (1991 -1992) z Porozumienia Centrum (PC) w Sejmie przepadły w głosowaniu projekty KLD i Unii Polityki Realnej (UPR), a projekt złożony w tej sprawie przez 40 posłów Porozumienia Centrum (PC) nie został dopuszczony do dyskusji w sejmie, co świadczyło o rezerwie kierownictwa tej partii wobec reprywatyzacji. Do upadku rządu doszło w związku z badaniem przeszłości polityków (lustracją) której próba doprowadziła do uchwalenia wotum nieufności dla rządu i do jego odwołania przez Lecha Wałęsę.

Rząd Hanny Suchockiej z prawego skrzydła Unii Wolności (1992 – 1993) wstrzymał wyprzedaż nieruchomości wywłaszczonych przez komunistyczne rządy i opracował Program Powszechnej Prywatyzacji. Przygotowano także projekt ustawy reprywatyzacyjnej, który miał szanse na zatwierdzenie przez ówczesny parlament [S. Załuski, s. 54]. Jednakże wystąpienie z koalicji rządowej Porozumienia Ludowego z Ministrem Rolnictwa Gabrielem Janowskim spowodowało głosowanie nad wotum zaufania dla rządu Hanny Suchockiej, przeciw któremu wystąpiły także wywodzące się z komunistycznego obozu SLD i PSL. Dla utrzymania prawicowego rządu zabrakło jednego głosu. Wykorzystał to L. Wałęsa, który „stawiając na lewą nogę” rozwiązał następnego dnia parlament. Hanna Suchocka zdążyła jeszcze zarządzić utworzenie rezerw na cele reprywatyzacji i wydać zakaz sprzedaży obiektów objętych roszczeniami [S. Załuski s. 56].

O polityce kolejnego rządu w sprawie przywrócenia własności ziemskiej zadecydował wynik wyborów parlamentarnych jesienią 1993 r. :Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD) uzyskał 37,17 %, a ludowcy W. Pawlaka (PSL) 28,69 % mandatów. W tej sytuacji doszło do odnowienia tradycyjnego sojuszu PZPR-ZSL w postaci SLD-PSL. Premierem został Waldemar Pawlak (PSL), przewodniczącym Sejmowej Komisji Prywatyzacji – Bogdan Pęk (PSL), ministrem przekształceń własnościowych – Wiesław Kaczmarek z SLD, a ministrem rolnictwa – Andrzej Śmietanko (PSL). Sprawy zwrotu zagrabionych dóbr ziemskich i lasów, na podstawie dekretów z 1944 r., zrealizowanych pod nadzorem Stalina, znalazły się zatem w ręku partii wywodzących się z okresu komunistycznej dyktatury. Według Stanisława Załuskiego [s. 58] szczególnie wrogie stanowisko wobec ziemiaństwa zajęło PSL. „Nie miało być żadnych zwrotów w naturze, koalicja nie życzyła sobie powrotu ziemiaństwa na wieś, nawet do ośrodków dworsko-parkowych, problem reprywatyzacji miało rozstrzygnąć referendum”. W końcu zdecydowano, że decydować będzie nie rząd, lecz parlament. Jednakże projekt poselski reprywatyzacji wniesiony do Sejmu 2 grudnia 1994 został odrzucony w pierwszym czytaniu [S. Załuski, s.61].

Utworzenie rządu przez Waldemara Pawlaka nastąpiło wkrótce po ogłoszeniu przez Radę Europejską w Kopenhadze w czerwcu 1993 r. warunków przyjęcia do Unii Europejskiej krajów z byłego bloku komunistycznego: między innymi – przywrócenia równości obywateli wobec prawa oraz prawa własności, pogwałconego w czasach komunistycznej dyktatury. Oferta ta była skierowana także pod adresem Polski, lecz w Kraju nie została nagłośniona. Rząd W. Pawlaka zareagował na nią polityką faktów dokonanych uchylając we wrześniu 1994 r. zakaz sprzedaży mienia, do którego zgłoszono roszczenia spadkobierców, wydany przez rząd Hanny Suchockiej [S. Załuski, s. 60]. Obowiązek zawiadamiania byłych właścicieli o ogłoszeniu przetargu i przyznanie im pierwszeństwa zakupu nie miały znaczenia wobec ich wygnania, ubóstwa i trudności odnalezienia spadkobierców. Wystawiane na sprzedaż mienie przechodziło zatem w obce ręce, co spowodowało protest sześciu stowarzyszeń poszkodowanych [Biuletyn Ziemiański Nr 2, s. 2 i 3]. Ogłoszony 16 czerwca 1995 r. protest pozostał bez echa. Według S. Załuskiego [s. 71] Koalicja SLD – PSL likwidując Departament Reprywatyzacji w Ministerstwie Reprywatyzacji zrezygnowała z działań w tej dziedzinie.

Możliwość reprywatyzacji stworzyło dopiero zwycięstwo prawicowej Akcji Wyborczej Solidarność w wyborach 21 września 1997 r., po których premier Jerzy Buzek wstrzymał sprzedaż przez Skarb Państwa dóbr objętych roszczeniami do czasu przeprowadzenia reprywatyzacji. Przypomniano też, że według postanowienia Rady Europejskiej z czerwca 1993 r. reprywatyzacja jest warunkiem przyjęcia kraju z byłego bloku komunistycznego do Unii Europejskiej i że wszystkie zainteresowane kraje już się na nią zdecydowały [S. Załuski s. 72 – 76]. W projekcie zrezygnowano z reprywatyzacji lasów na skutek organizowanych odgórnie przez PSL masowych protestów przeciw rzekomej wycince lasów przez ziemian. Ponadto pod wpływem Leszka Balcerowicza wysokość zwrotu ograniczono do 50% wartości pozostałej części majątku.

Przyjęcie projektu przez Sejm zakłóciła dyskusja nad poprawką Senatu dopuszczającą do reprywatyzacji obywateli posiadających obywatelstwo polskie także przed 31 sierpnia 1939 r. Jej odrzucenie znacznie osłabiło poparcie dla reprywatyzacji [S. Załuski, s. 84 – 86]. Wywodzący się z PZPR prezydent Aleksander Kwaśniewski zawetował 22 marca 2001 r. projekt ustawy reprywatyzacyjnej z powodu rzekomej niezdolności państwa do wypłaty odszkodowań. Weto było konsekwencją zmowy parlamentarnej lewicy, której głównym celem było niedopuszczanie do reprywatyzacji w Polsce.

Po doświadczeniach krajowych punkt ciężkości sprawy reprywatyzacji przesunął się na forum Unii Europejskiej. Jak już wspomniałem, Rada Europejska na posiedzeniu w czerwcu 1993 r. określiła kryteria, które muszą spełniać kraje wstępujące do Unii Europejskiej (UE), między innymi – przywrócenie prawa do własności i równości obywateli wobec prawa. Polska, obok innych krajów z byłego bloku państw komunistycznych, rozpoczęła negocjacje w sprawie przyjęcia do UE 31 marca 1998 r., polegające na uzgodnieniu prawa krajowego z prawem unijnym. W Polsce rozeszły się pogłoski, że „reprywatyzacja” wyraża tylko opinię i nie ma mocy obowiązującej.

Zakończenie negocjacji dotyczących przyjęcia Krajów Europy Środkowo-Wschodniej przypadło na okres rządów premiera Leszka Millera (SLD) od października 2001 r. do maja 2004 r. z wicepremierem i ministrem rolnictwa Jarosławem Kalinowskim (PSL). W Kraju PSL zgłosił projekt rekompensaty w wysokości 10% wartości obiektu z obniżeniem przy większych powierzchniach. Natomiast w Brukseli, gdzie nowym pełnomocnikiem rządu do spraw negocjacji został Jan Truszczyński, z rozmów wyłączono sprawy reprywatyzacji.

Zaniepokojonym obywatelom brakiem postępu w tej dziedzinie tłumaczono w Kraju, że sprawa reprywatyzacji w Polsce przestała Unię interesować. Zaprzeczyła temu wymiana pism między dyrektorem Komisji d.s. Rozszerzenia UE Eneko Landaburu, zaniepokojonym stanem restytucji mienia w Polsce, a Markiem Grelą, ambasadorem Polski przy UE w Brukseli. W piśmie z dn. 5 września 2002 r. Ambasador zaręczał (niezgodnie z prawdą), że „Rząd jest oddany kwestii rozwiązania problemu” a „Polski Parlament wesprze starania Rządu”.

Na skutek nieukończenia przez Polskę negocjacji w zakresie reprywatyzacji Rada Europejska na grudniowym posiedzeniu 2002 r. w Kopenhadze nie zakwalifikowała Polski do przyjęcia do UE w przeciwieństwie do 9-ciu krajów Europy Środkowo-Wschodniej , które pomyślnie ukończyły negocjacje. Kryzys przezwyciężono na skutek zabiegów Güntera Verheugena, Komisarza do Spraw Rozszerzenia UE oraz Gerharda Schrödera kanclerza Niemiec . Skłoniły one L. Millera do zapewnienia, „że przeprowadzi w Polsce konieczne reformy” w zamian za „dopuszczenie Polski do UE w pierwszej grupie krajów członkowskich” [L. Miller, s. 15, „Przedmowa” G. Verheugena].

W wyniku tej deklaracji Polska została zakwalifikowana do przyjęcia do UE, lecz L. Miller do końca sprawowania funkcji premiera w maju 2004 r. nie dotrzymał złożonego w imieniu Polski zobowiązania przywrócenia prawa własności do skonfiskowanej ziemi. Wprawdzie Prezydium Rady Europejskiej zobowiązało Komisję Europejską do raportowania, jak przyjęte kraje spełniają swoje zobowiązania wobec Unii, lecz brak danych o działaniach Komisji w tej sprawie.

Wynika stąd wniosek, że premier L. Miller wraz z uczestnikami obrad „Okrągłego Stołu”, byłymi członkami i beneficjentami komunistycznych rządów w Polsce, nie przyjął do wiadomości niektórych warunków przyjęcia do UE krajów z byłego obozu komunistycznego, a zapewnienie w imieniu Polski wobec Rady Unii Europejskiej o woli spełnienia warunków dotyczących zwrotu własności złożył w złej wierze. Naraził w ten sposób Kraj na odroczenie terminu przyjęcia do UE, utratę wynikających z tej przynależności korzyści oraz utratę zaufania. Jeszcze raz okazało się, że L. Miller i SLD wraz z ludowcami z byłego ZSL nie kierują się warunkami Rady Europejskiej w Kopenhadze z 1993 r., lecz Konstytucją Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej z 1952 r., w której w Art. 3. zapisano:
„Polska Rzeczpospolita Ludowa:
1) stoi na straży zdobyczy polskiego ludu pracującego miast i wsi, zabezpiecza jego władzę i wolność przed siłami wrogimi ludowi,
4) ogranicza, wypiera i likwiduje klasy społeczne, żyjące z wyzysku robotników i chłopów.”

Kolejnym rządem, utworzonym w 2005 r. przez Prawo i Sprawiedliwość (PiS), Ligę Polskich Rodzin (LPR) i Samoobronę kierował premier Kazimierz Marcinkiewicz (PiS, 2005 r. – 2006 r.), a po nim – Jarosław Kaczyński (PiS, 2006 r. – 2007 r.). Pierwszy z nich, zamiast oczekiwanej propozycji reprywatyzacji, przesłał Sejmowi projekt rekompensat za skonfiskowane mienie przygotowany przez poprzedni lewicowy rząd L. Millera (2005 r.).
Był to pierwszy przypadek przejścia partii o korzeniach solidarnościowych na pozycje ugrupowań postkomunistycznych w sprawie praw do własności i równości.

W odpowiedzi Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego zaapelował do prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Episkopatu o poszanowanie prawa własności i opracował poprawki do rządowego projektu. Z powodu skrócenia kadencji Parlamentu prace nad projektem nie zostały ukończone, natomiast przypadek ten świadczył o złamaniu solidarności w środowisku prawicowych partii Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości.

W czasie następnej kampanii wyborczej w 2007 r. PO zadeklarowała przeprowadzenie reprywatyzacji powołując się na przesłanki prawne, ekonomiczne i etyczne. Po wyborach – oddała sprawy reprywatyzacji w ręce koalicjanta (PSL) skupiającego najbardziej nieprzyjazne ziemiaństwu elementy. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRRW) objął Marek Sawicki (PSL), a sekretarzem stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa (MSP) 2008 r. został Jan Bury (PSL). Dla ziemiaństwa rozpoczął się okres społecznej izolacji, aroganckiego traktowania oraz łamania prawa do własności i do równości wobec prawa.

Na dorocznym seminarium w Szreniawie w 2008 r. na temat bieżących problemów rolnictwa i wsi przedstawiciel MRRW zapowiedział wyprzedaż ziemi będącej w ręku Skarbu Państwa i tworzenie nowego ziemiaństwa z dzierżawców, z pominięciem spadkobierców. W tymże roku MSP ogłosiło 9 grudnia 2008 r. projekt ustawy o zadośćuczynieniu za doznane krzywdy związane z procesami nacjonalizacyjnymi, opartej na dekretach PKWN z 1944 r.

Powołując się na te dekrety MSP stwierdziło, że poszkodowanym nie należy się ani zwrot skonfiskowanego mienia, ani odszkodowanie, bo to była nacjonalizacja. Przysługują jedynie jednorazowe świadczenie pieniężne „ex gratia”, z których wycofano się w marcu 2011 r. pod pretekstem sytuacji finansowej Skarbu Państwa. Nie zauważono przy tym, że powoływanie się na dekrety z okresu dyktatury Stalina jest sprzeczne z prawodawstwem Unii Europejskiej, uznawanym od zakwalifikowania Polski do przyjęcia do UE w Kopenhadze w 2002 r. i obowiązującym od daty przyjęcia jej do UE w Atenach w 2004 r.

W 2009 r. przedstawiciele Zarządu Głównego PTZ udali się do prezydium Sejmu, by zgłosić sprzeciw wobec rządowego projektu. Jednakże marszałek Sejmu Bronisław Komorowski z Platformy Obywatelskiej odpowiedział, że projekt ten jest w obecnej formie jedynym możliwym i że środowisko ziemiańskie powinno go przyjąć – co zabrzmiało okrutnie. W tymże roku MRRW konsultowało projekt ustawy z ok. 40 podmiotami z pominięciem Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego, naruszając prawo do równego traktowania obywateli. Na kolejnym seminarium w Szreniawie prezes PTZ Jerzy Mańkowski w swoim referacie zgłosił gotowość współdziałania ziemiaństwa w budowaniu przyszłości wsi, lecz przedstawiciele MRRW opuścili przedtem Szreniawę.

Kolejne lata i miesiące przynosiły następne ciosy wymierzone w podstawowe prawa człowieka. W 2010 r. została złożona interpelacja posła SLD Stanisława Steca do premiera D. Tuska o zniesienie wydanego 6.11.1997 r. przez premiera Jerzego Buzka zakazu sprzedaż nieruchomości objętych „domniemanymi” roszczeniami byłych właścicieli. Premier odesłał wniosek do Ministra RRW, który zakaz uznał za nieważny. W zarządzeniu Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR) MRRW z 28.10.2010 r. ogłoszono regulacje „w celu przyspieszenia sprzedaży nieruchomości, do których zgłoszono roszczenia reprywatyzacyjne”, a na obchodach 20-lecia PTZ na Zamku Królewskim w Warszawie w listopadzie tegoż roku przedstawiciel ANR wezwał ziemian do ujawniania danych osobowych właścicieli ziemskich i ich spadkobierców w celu ułatwienia wyprzedaży przez Rząd ich majątków.

W 2011 r. zostały oddalone skargi PTZ przesłane do Instytutu Pamięci Narodowej i do Prokuratora Generalnego na dekret z 6.09.1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej i sposobie jej wykonania jako zbrodni wobec Narodu Polskiego. W uzasadnieniu stwierdzono, że dekret jest nadal legalny, a rzekomo poszkodowani – bliżej nieokreśleni.
Wieloletnie starania o uznanie. wym. dekretu i jego wykonania za zbrodnię przez Instytut Pamięci Narodowej, działający pod kierownictwem politycznym PSL, w zakończyły się niepowodzeniem z powodu trudności wskazania sprawców i ofiar oraz wynikającej stąd niemożności wytoczenia procesu.

16 września 2011 r. ogłoszono kolejną ustawę o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa, upoważniającą Agencję Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa do sprzedaży nieruchomości rolnych pozostających w ręku Skarbu Państwa tylko rolnikom indywidualnym, z wyłączeniem spadkobierców ziemian, naruszając w ten sposób prawo do własności i równego traktowania obywateli.
Reagując na powstałą w Kraju sytuację, Rzecznik Praw Obywatelskich Rzeczypospolitej Polskiej prof. Irena Lipowicz skierowała do premiera Donalda Tuska 23 października 2012 r. pismo z zarzutem gwałcenia prawa do własności i równego traktowania obywateli z powodu braku ustawy reprywatyzacyjnej.

8 listopada 2012 r. Polskie Towarzystwo Ziemiańskie reprezentowane przez adwokata Macieja Obrębskiego skierowało pismo do Rzecznika Praw Obywatelskich Rzeczypospolitej Polskiej, prof. Ireny Lipowicz z wnioskiem o zwrócenie się do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności ustawy z 16 września 2011 r. z Konstytucją RP.

W odpowiedzi na powyższe pismo, po 11 miesiącach oczekiwania, nadeszła 7 października 2013 r. odpowiedź Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, z której wynikało, że Rzecznik RP postanowił nie występować z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego.

Na ponowne pismo Mec. M. Obrębskiego z 23.05.2014 r. w tej sprawie, – powołujące się na krytyczna ocenę dotychczasowych działań quasi-reprywatyzacyjnych rządu RP, wyrażoną w piśmie Pani Rzecznik prof. Ireny Lipowicz do premiera Donalda Tuska z 23 października 2012 r., – nadeszła 30.4.2015 r., a więc znów po 11 miesiącach oczekiwania, powtórna negatywna odpowiedź Biura Rzecznika, nie nawiązująca do krytycznej oceny Pani Rzecznik Praw Obywatelskich RP, dotyczącej sposobu przeprowadzania reprywatyzacji w Polsce.

Powstało zatem uzasadnione podejrzenie, że wysłane 2 pisma nie trafiały do rąk Rzecznika Praw Obywatelskich RP, lecz były przetrzymywane przez Biuro Rzecznika i zostały załatwione odmownie, w z góry ustalony sposób.

Podobny incydent zdarzył się z okazji debaty w Warszawie w dn. 11.07.2013 r. na temat przyszłości Unii Europejskiej z udziałem José Manuel Barroso – Przewodniczącego Komisji Europejskiej (KE) oraz Viviane Reding – Wiceprzewodniczącej KE. Prof. Janusz Gołaski zgłosił się z pytaniem „Czy kryzys ekonomiczny może usprawiedliwiać łamanie praw człowieka”? Zgłoszenie było poparte opracowaniem „Wokół politycznych, prawnych i moralnych przyczyn braku reprywatyzacji w Polsce”.

Zgłoszenie przesłane organizatorom dyskusji w Warszawie za pośrednictwem Biura Europosła Róży Thun w Krakowie nie zostało ujawnione ani w czasie dyskusji, ani w odpowiedziach na pytania na stronie internetowej, jak również w sprawozdaniu Komisji Europejskiej Viviane Reding.

Przedstawiony wyżej ciąg wydarzeń związanych z naruszaniem podstawowych praw człowieka, począwszy od końca drugiej wojny światowej w 1945 r., poprzez okres dyktatury rządów komunistycznych do 1989 r. oraz trwającego obecnie okresu dostosowania obowiązującego w Polsce prawa do norm Unii Europejskiej, świadczy o narastającym kryzysie prawa w Polsce, który osiągnął swój szczyt po wygranych wyborach przez Platformę Obywatelską i oddaniu sprawy wdrożenia praw człowieka w Kraju ręce PSL w 2008 r. Kryzys trwa także do dzisiaj o czym świadczą projekty min. Patryka Jakiego prowadzące do wygaszenia roszczeń wobec Skarbu Państwa. Najnowsza historia ziemiaństwa oraz rachunek krzywd i zaniedbań są znacznie dłuższe niż to się wydaje współczesnym decydentom. Sytuacja w Polsce w zakresie przywrócenia prawa własności ciągle różni się od rozwiązania w 9-ciu krajach z byłego bloku komunistycznego, które obok Polski ubiegały się o przyjęcie do Unii Europejskiej, a teraz cieszą się pełnią praw człowieka.

Zabiegamy o Europę jednakowej prędkości rozwoju, a pielęgnujemy u siebie Europę dwóch różnych praw człowieka. Okazało się, że bezstronne rozpatrzenie skarg wnoszonych przez środowisko ziemiańskie w Kraju dotychczas nie jest możliwe. Kręta droga polskiego ziemiaństwa, na której ciągle straszy duch Stalina, prowadząca od przemocy i krzywdy, nadal nie dotarła do prawdy i opartych na prawdzie – prawie i sprawiedliwości.

Z przytoczonych w tym tekście faktów wynika, że ciąg przekroczeń prawa wobec ziemiaństwa zapoczątkowały zbrodnie Stalina przeciwko Narodowi Polskiemu i Ludzkości. Kolejne przekroczenia prawa są kontynuacją stalinowskiej spuścizny, a zaniechania wynikają z prób ukrycia tych przekroczeń. Do osądzenia dokonanych zbrodni i naruszeń prawa potrzebna jest znajomość całej prawdy, bo tylko prawo oparte na całej prawdzie jest sprawiedliwe. Za prawdę odpowiedzialni są nie tylko historycy prawego sumienia. Odpowiedzialność za prawdę o sobie ponoszą także sami ziemianie – ofiary nieosądzonych przestępstw.

Poznań, 20 lutego 2018 r.

Janusz Gołaski